wtorek, 13 listopada 2012

3.


'' Już nie masz na co liczyć, straciłaś wszystko,
   Nawet nie wiesz jak wielkie błędy popełniasz.
   To się odbije na Twojej przyszłości.
    To wszystko Cię w końcu znajdzie.
    Oni znajdą Ciebie albo Twoich bliskich.
    A wtedy już nie będzie ucieczki. ''
Taka była treść sms'a, którego dostałam równo o 20. Nie wiedziałam o co chodziło, nie byłam w stanie niczego sobie przypomnieć. Nie przespałam nocy.. Leżałam i myślałam nad wszystkim, znów wszystko mi się spieprzyło, wtedy kiedy myślałam, że jest już idealnie... Od tamtego czasu jakoś nic nie było w stanie zmienić mojego humoru, nawet widok Chaza, którego miałam już właściwie na co dzień. Wymieniłam się z nim numerami, w końcu mogłam z nim rozmawiać nawet nocy, a strasznie tego potrzebowałam. Kiedy czas wychodził z mojej sali zaczęłam rozmawiać z Carly, w sumie to ona zawsze zaczynała rozmowy, ja wciąż miałam co do niej mieszane myśli, po wczorajszej sytuacji. Oczywiście w trakcie naszych rozmów nie dawałam po sobie tego rozpoznać. I właśnie tak mi mijało 5 dni, na rozmyślaniach i rozmowach z Chesterem i Carly. Wszystko stało się takie monotonne... Bo przecież mogłam się ruszyć tylko do wc i może czasem się przejść korytarzem, jeśli mi starczyło sił. Jedyne czego nie miałam dość to wizyt Chestera, bywało i tak, że swoją obecnością dał mi zapomnieć o tym sms'ie. To wszystko było w sumie chore... Nie chciałam wciąż siedzieć i się zamartwiać, wiec jedyne co mogłam zrobić, to słuchawki w uszy i odpływać. Słuchałam
samych smutnych piosenek, one jeszcze bardziej mnie dołowały, ale w sumie chyba nie dało się mnie bardziej przybić do dna... Chwile potem przeżyłam ''zawał''. Mama dzwoniła, a jako dzwonek miałam ustawioną piosenkę Linkin Park - Crawling, jak ja się wystraszyłam, gdy nagle koleś z refrenu nagle zaczął mi się drzeć do ucha... No ale to mama, ona zawsze nie potrafiła sobie wybrać odpowiedniego momentu na zadzwonienie, no ale odebrałam...
- Cześć skarbie, co słychać, jak się czujesz? - zapytała wyraźnie zadowolonym głosem mama
- Hej, wszystko w porządku, trzymam się, już jest dużo lepiej. - Odpowiedziałam dość zmęczonym głosem, musiałam przecież skłamać, nie chciałam jej zamartwiać, że coś u mnie nie trybi.
- To się cieszę, ja właśnie jestem po pracy i zaraz idę z koleżankami na zakupy, jeśli coś znajdę to Ci kupię. Jednak mam dość przykrą wiadomość dla Ciebie...
- Co się stało? - Zapytałam już zrezygnowana
- Wrócę dopiero za 10 dni. Te matoły dołożyli nam jeszcze różnych ''ćwiczeń'' itd. odwaliło im... Miało być 3 dni, ale niestety.
- Więc gdzie ja mam pójść? Lekarze powiedzieli, że jutro mogę już wychodzić. Nie mam kluczy od domu. Sama siebie też nie utrzymam przez tyle czasu.
- Pójdź do jakieś swojej koleżanki, póki co możesz nie chodzić do szkoły. - oznajmiła mama, lecz niepewnym głosem
- No okej, jakoś sobie poradzę. Tyle?
- Tyle. Trzymaj się Emma.
- Pa.
Ta rozmowa wprowadziła w mój mózg tęczę. Skoro mogę nie chodzić do szkoły przez czas jej nieobecności, to pójdę do Chaza, jeśli się zgodzi. Tak bardzo nie mogłam się już doczekać aż przyjdzie do mnie, od razu napisałam mu sms'a z pytaniem kiedy by mógł przyjść. On chyba przewidział tego sms'a po odpisał mi po 10 sekundach, że właśnie do mnie idzie. Poczułam, jakby nagle wszystkie szczęścia znalazły drogę właśnie do mnie, ten sms przestał być dla mnie wtedy ważny. 10 minut później tuż przy moim boku siedział Chester, na szczęście nie było wtedy Carly, była w sali obok u koleżanki.
- Cześć słońce! - Powiedział czule Chaz przytulając mnie i sprzedając mi wielkiego buziaka.
- Heeej, mam dla Ciebie  mega dobrą wiadomość. - Oznajmiłam Chazowi nie mogąc już wytrzymać z emocji. Chester widział, że przepełnia mnie ogromna radość, bo cały czas siedział wpatrzony we mnie jak obrazek i uśmiech nie schodził mu z twarzy.
- Jaką?! Mów szybko!
- Taką, że jutro już wychodzę ze szpitala... - Powiedziałam, dając poznać, że to nie koniec
- I? i co?! - zapytał zniecierpliwiony Chaz
- Mama wraca dopiero za 10 dni, a ja nie mam się gdzie podziać nawet, bo nie mam kluczy od domu. Mogłabym u Ciebie w tym czasie zamieszka...
- Oczywiście, że możesz u mnie zamieszkać! - Przerwał mi niezwykle szczęśliwy Chester.
Przytuliłam się do niego strasznie mocno, dziękowałam mu za to i byłam też wdzięczna, że mi pomaga i że nie zostawia mnie samej, bo przecież odwiedzał mnie codziennie.
- Nie mogę się doczekać aż wyjdziesz, jutro o 11 po Ciebie przyjadę i jedziemy do mnie. - oznajmił ucieszony Chester, na co ja mu odpowiedziałam szczerym uśmiechem i namiętnym buziakiem w usta. Chester już zaciągnął powietrze by coś powiedzieć, a do sali nagle wpadła Carly, patrząc się na nas jak na przestępców. Chester odwrócił od niej wzrok, spojrzał się na mnie smutnym wzrokiem i położył głowę na moich kolanach. Wszyscy siedzieliśmy w ciszy, było słychać nawet nasze oddechy. Nagle mi się przysnęło, ale Chester wciąż przy mnie był i patrzał się na mnie. Złapałam za telefon by sprawdzić godzinę. 22:36.
- Chester... Późno już... - Oznajmiłam dosć niechętnie.
- To nic. Zostanę tu dziś przy Tobie całą noc. - Powiedział słodko Chaz patrząc mi prosto w oczy.
Więc i ja zamknęłam oczy i poszłam spać. Byłam szczęśliwa, ze Chester ze mna zostanie. Miałam wrażenie, że niedługo coś rozkwitnie. Długo myślałam o mnie i o Chazie jako parze. Zasnęłam.
Godzina 5:34.
Obudziłam się, zaspana przetarłam oczy i włączyłam lampkę. Wtedy sie zaczęło moje piekło. Rozglądałam sie po całej sali, a nigdzie nie było ani Chestera ani Carly. Od razu poszłam ubrać pierwsze lepsze ciuchy, jakie miałam pod ręką i chodziłam po każdej sali, nie myśląc czy kogoś obudze czy nie, szpital był mały, wiec dużo szukania nie miałam. Wpadłam w dziwny strach i miałam bardzo złe przeczucia, po Chesterze i Carly ani śladu. Wróciłam się do sali, cała zapłakana. Otworzyłam swoją szafkę, by zadzwonić do Chaza, wiedziałam, że i tak nie odbierze, ale wolałam spróbować, jednak w szafce leżała dziwna żółta kartka, pisało na niej:
'' Jak mówiłem,
tak się stało... ''
Ręce mi się trzęsły jak nigdy, wpadłam w strasznego doła, nie mogłam tego wytrzymać i po prostu dłoń sama poleciała po żyletkę, której cięcia lądowały na mojej ręce, tylko w ten sposób mogłam sobie ulżyć. Choć i to nic nie dało. Wiedziałam, że nie mogę tak bezczynnie siedzieć w szpitalu ze świadomością, że komuś kogo kocham dzieje się coś złego i to z mojej winy...


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Wkręciłam się w to pisanie, ten rozdział był pisany niecałe 2h, w głowie mam pełno pomysłów, więc nie mogę pozwolić by mi wypadły. Podoba się? Skomentuj, poleć znajomym.
Dziękuję za przeczytanie. :*
Do następnego rozdziału.

1 komentarz: